Baflo dla was gra...aha
Aktualnie właśnie słucham tej nutki, która jest w tytule tej ''kartki pamiętnika''. Właśnie dwa tygodnie minęły i trzeba opowiedzieć trochę o wyjeździe. Cały chaos zaczął się w czwartek (ostatni dzień przed wyjazdem) pakowanie się, ogarnianie, co wsiąść czego nie.. masakra. Stres niesamowity, bo wiadomo bez powodu tam nie jechałam. Sprawdzanie drogi, ulicy kwatery czy się wszystko zgadza no i się umawianie co i jak kiedy dotrzemy na miejsce. Wszystko uzgodnione to tylko czekać na piątek i w drogę. Cała podróż trwała dziewięć godzin. Dziwne w ogóle wtedy nie byłam, zmęczona. Na miejscu (znaczy w Tarnowie) zgubiliśmy się trochę, ale trochę się pokręciliśmy i jakoś dotarliśmy na ''chwilowe miejsce zamieszkania'' (czyt. kwatera). Kiedy to zobaczyłam to od razu ''nawiedzony dom'' (może to dlatego ze to w nocy i jakoś tak mi się skojarzyło), no ale okej nie narzekajmy mogło być gorzej. Powiem, że ten dozorca był dziwny (z początku, później czułam się jakby tam mieszkała od zawsze), na szczęście później tak w oczy się nie rzucał. Noc przebiegła całkiem przyjemnie. Pizza no i piwo musi być. Bezpiecznie dojechaliśmy na miejsce to trzeba to uczcić. No i jeszcze Skype z znajomymi to dopiero już byłam w niebie. Następnego dnia wiadomo wielka chwila zobaczyć kogoś kogo zawsze się kochało i walczyło, po prostu bezcenne. Oczywiście nadal był stres nawet większy, ale to normalne. Miał do mnie dzwonić kiedy będzie niedaleko kwatery. No i tak było. Mama (bo sama tam nie jechałam) już patrzyła z okna i ja też taka tam obserwacja. Myślałam, że będzie gorzej. I ten moment kiedy już tą osobę się zobaczy to nie wiadomo co zrobić...przytulić czy nie itd. masakra, ale no postanowiłam przytulić. Trochę nie wyszło chyba, nie wiem, ale okej mieliśmy cały pokój dla siebie. Te pierwsze minuty, a perfumy czuć w całym pokoju (wiem, że to przeczytasz) ale w sumie ładne były. Te niezręczne momenty co tu zrobić. Ehh.. no ale rozmowa była, śmiech też (i to często) i miło płynął czas. Później doszedł kolega. Myślałam, że już nie wrócą do tej kwatery, bo szli i szli, ale doszli a to najważniejsze. Oczywiście w tym dniu miała sie odbyć nasza fotka tzw ''Muzyczne Trio'' i nie ma to jak spamowanie mi wiadomościach ''kiedy fotka'' a to nie tylko ode mnie zależało, no ale okej no to w tym pokoju planowaliśmy co dalej robimy i co z fotką odpowiedz padła ''Na SPOTANA'' no to okej na spontana to na spotana. Pierwsza fotka na fb i idziemy zwiedzać Tarnów. Miedzy czasie poznałam fajnego znajomego, który zawiózł nas do centrum a tam na Stary Rynek i akcja BALON (ciekawa jestem co z tym balonem wcześniej sie działo). Pózniej SWEET FOCIE z słoniem, i gdzieś tam jeszcze nie pamiętam nazwy. Tylko dlaczego musiałam ustawiać no powiem Matheo do każdego zdjęcia sam nie wiedział jak, ale okej fotki są? Są *_*.






To tylko parę zdjęć z tej ''wycieczki''. Było czas na frytki, których do końca nie zjadłam jak zwykle i później było czas wracać do kwatery i jechać do Wielopola. Powiem wam, że wszystko poszło po Matheo myśli. Fotka się odbyła. Nie wiedziałam, że tak umiem się bawić. Trwała, aż cztery godziny. Wow. Bawiłam się wyśmiewacie. Zostałam nazwana ''mamą'' och jakie to słodkie. W sumie tak sie zastanawiam czy aż tak staro wyglądam. Dobra mniejsza. Po wszystkim każdy poszedł w swoją stronę i... no właśnie i CZAS NA ROZMOWĘ, która się odbyła o pierwszej w nocy, ale tak mogę teraz napisać, że MAM CHŁOPAKA w 100 % (w sumie to widać na fb). Po prostu na to czekałam dziewięć miesięcy. Wtedy każda chwila była ważna. Oglądaliśmy razem film i w ogóle. To było nie do opisania. Nadszedł czas pożegnania. Nie chciałam wracać, dobrze się tam czułam. Przytulas i w ogóle musiało być. Tęsknie za tym... i czas wracać do domu. ehh.. chce powtórki. Mam nadzięje, że niedługo sie zobaczymy i no na koniec chce dodac...Kocham Cię :*. Dziękuje za wszystko :*
Komentarze
Prześlij komentarz